Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 maja 2014

Filtr do twarzy, który naprawdę matuje - Vichy matująca emulsja do twarzy SPF 50.

Komentarzy : 54

Zbliża się lato, słońce zaczyna mocniej przygrzewać, dlatego pewnie część z Was rozgląda się za mocniejszymi filtrami do twarzy. Ja filtrów używam cały rok, ale nie jestem fanatyczką i nie patrzę krzywo na tych, którzy tego nie robią. Matujący filtr Vichy Capital Soleil SPF 50 to mój ulubiony tego typu produkt od prawie roku. Już kilka razy pojawiał się na blogu, ale dopiero teraz doczekał się recenzji. Nie zamieniłabym go na nic innego, dlatego gdy zobaczyłam nowe opakowanie, trochę się przestraszyłam, bo zazwyczaj takim zabiegom towarzyszy też zmiana składu. Ale na szczęście skład pozostał niezmieniony. 

środa, 16 kwietnia 2014

Bananowy szampon i odżywka z TBS - czy warto?

Komentarzy : 25


Bananowy zestaw z The Body Shop jest już chyba kultowym produktem wśród włosomaniaczek. Podejrzewam, że to zasługa przyjemnego składu i jeszcze przyjemniejszego zapachu. Bo ten duet bananowy jest nie tylko z nazwy. Pachnie pięknie, jak mocno dojrzałe, słodkie banany ze skórką pokrytą już ciemnymi plamkami. Niestety (przynajmniej dla mnie) gdy włosy wyschną zapach się ulatnia. 

środa, 12 marca 2014

Rosyjskie kosmetyki: rewelacyjny syberyjski szampon z receptur babuszki Agafii

Komentarzy : 21



Ostatnio raczę Was recenzjami Syberyjskich kosmetyków, ale wprowadziłam u siebie kosmetyczny minimalizm i próbuję zużyć wszystkie zapasy (a trochę ich mam). Dziś pokażę Wam naprawdę świetny szampon do włosów, który na pewno zostanie u mnie na dłużej. Jeśli jesteście ciekawe za co tak bardzo go polubiłam, zapraszam do recenzji.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Rosyjskie kosmetyki: Żywe Witaminy od Natura Siberica.

Komentarzy : 17


Kolejny rosyjski kosmetyk z mojej świątecznej paczki. Byłam go bardzo ciekawa, bo na wielu blogach czytałam pochlebne opinie tego specyfiku. Moja ciekawość bardzo szybko została zaspokojona, bo oczywiście mimo kolejki innych otwartych preparatów do twarzy szybko dobrałam się do tego błyszczącego sprayu. Niestety, po raz kolejny okazało się, że moja skóra nie lubi tego, co zachwalane jest przez większość. Jednocześnie śmieszy mnie trochę jego nazwa Vivid Vitamins czyli Żywe Witaminy. Nie bardzo rozumiem jak związki chemiczne mogą być żywe, ale każdy chwyt marketingowy jest dobry. 

sobota, 15 lutego 2014

Rosyjskie kosmetyki: różowa glinka z ekstraktem ze złotego korzenia.

Komentarzy : 11

Rzadko sięgam po glinki w pielęgnacji skóry. Mimo ich świetnych właściwości odświeżających denerwuje mnie poglinkowe przesuszenie jakie powodują. Ma ono miejsce zawsze, nawet gdy nie dopuszczę do zaschnięcia glinkowej maseczki. 

W świątecznej paczce od siostry znalazłam tą glinkę. Jest to chińska himalajska różowa glinka z ekstraktem ze złotego korzenia wyprodukowana, przez rosyjską firmę Fitocosmetics. Używałam jej tylko jako maseczka na twarz, bo niestety nie posiadam wanny. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak sprawowała się w tej formie, zapraszam do dalszej lektury. 

środa, 12 lutego 2014

'Ona' - piękny film o nietypowej miłości [recenzja]

Komentarzy : 13

Zdarzyło się Wam kiedyś tak bardzo zaangażować w znajomość z kimś poznanym w internecie, że byliście pewni, że to miłość? Mi się zdarzyło. W liceum spędzałam godziny siedząc na forach i rozmawiając z ludźmi. 

Theodore poszedł o krok dalej. Zakochał się w swoim systemie operacyjnym. A system zakochał się w nim. 

czwartek, 16 stycznia 2014

Piernikowe nieszczęście - peeling cukrowy Sweet Secret Farmona.

Komentarzy : 42

Święta już dawno za nami, więc temat pierników może być już nieco przeterminowany, ale musiałam napisać parę słów o tym peelingu. Skusiłam się na niego, bo przez cały grudzień był zachwalany na wielu blogach. A ja uwielbiam korzenne zapachy, więc musiałam go mieć. Nabyłam, sumiennie się nim tarłam więc mogę napisać co o nim sądzę. 

piątek, 27 grudnia 2013

Pistacja z dodatkiem czekolady - krem do rąk od Yves Rocher

Komentarzy : 13

6 grudnia przyszedł do mnie blogowy Mikołaj - Kasia z bloga Słodki Miód i przyniósł mi ten czekoladowo-pistacjowy krem do rąk. Chciałam kupić go sobie już wcześniej, bo mimo, że nie potrzebuje kremów do rąk, bardzo spodobał mi się jego zapach. Z jakiegoś powodu zwlekałam z zakupem wiec gdy listonosz zapukała do moich drzwi i zostawił mi paczkę, bardzo się ucieszyłam, że go tam znalazłam. 

wtorek, 10 grudnia 2013

Dwa szampony bez SLES/SLS od BingoSpa - morela i kolagen - czy aby na pewno dobre?

Komentarzy : 21

Używanie produktów bez SLSów staje się coraz bardziej modne. Jest to bardzo pozytywne zjawisko, ale do kosmetyków, które deklarują brak zawartości SLS też powinniśmy podchodzić z rozwagą, bo może w składzie czai się większe zło. Dziś mam dla Was recenzje dwóch szamponów firmy BingoSpa. 

sobota, 23 listopada 2013

Miłości nie będzie - puder sypki z MUA.

Komentarzy : 24

Kiedyś bez pudru nie wyobrażałam sobie żadnego makijażu. Teraz lubię go po prostu mieć, bo czasem mam dni, gdy mocniej się świecę. Transparentny puder z MUA kupiłam, gdy skończył mi się dość przyzwoity produkt Affinitone. Pomyślałam, że spróbuję, bo w końcu nie kosztuje dużo a oprócz matowienia ma utrwalać makijaż. Jeśli jesteście ciekawe, czy działa tak, jak obiecuje producent, przeczytajcie całą recenzję. 

piątek, 18 października 2013

Maliny słońcem całowane - ziołowa odżywka od Alberto Balsam

Komentarzy : 19

Miała być to zdobycz roku zachwycająca malinowym zapachem. Tu mnie niestety zawiodła. Producent sugeruje stosować ją w przypadku suchych i normalnych włosów. A co sugeruje nam skład?

piątek, 4 października 2013

Pomidorowe organiczne serum - nie serum od Ava Eco Garden - recenzja

Komentarzy : 6

Organiczne kosmetyki działają na mnie jak lep na muchy. Jak zobaczę - muszę mieć. Wokół tego serum nie musiałam się długo kręcić, bo akurat Rossmann urządził wielką promocje z okazji nie wiem już czego. W każdym razie było to wiosną. Kupiłam, bo jestem chomikiem. Spokojnie czekało w szufladzie aż skończę poprzedni produkt. 


Tradycyjnie już najpierw przyjrzymy się składowi, który według producenta w 99% jest naturalny a 24 % składników pochodzi z plantacji monitorowanych. 


Skład: Aqua, Lavandula Angustifolia Flower Water*, Solanum Lycopersicum (Tomato) Fruit Extract*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Phytosqualan, Olea Europaea (Olive) Oil*, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Olea Europaea (Olive) Oil Fruit Oil, Olea Europaea (Olive) Oil Unsaponifiables, Hydrogenated Vegetable Oil, Glyceryl Stearate, Glycine Soja (Soybean) Sterols, Beta-sitosterol, Tocopherol, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Glycerin, Zea Mays Starch*, Citric Acid, Sodium Carbonate, Sodium PCA, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Dehydroacetate, Xanthan Gum, Ferula Galbaniflua Oil, Citrus Aurantium Oil, Ricinus Communis Oil, Sodium Phytate. 
* składniki z plantacji monitorowanych.


Bazą serum jest woda oraz hydrolat lawendowy, który działa łagodząco i regenerująco. Ekstrakt z pomidora jest bogaty w likopen czyli naturalny antyoksydant, związek z grupy karotenoidów. Opóźnia on procesy starzenia, uodparnia skórę na promieniowanie UV i pobudza produkcje kolagenu. Fitoskwalan to emolient, który jest głównym składnikiem ludzkiego sebum. Dzięki temu nawilża, ale nie zapycha porów. Olej ze słodkich migdałów oraz oliwa z oliwek również działają nawilżająco i regenerująco. Alkohol cetearylowy to emolient, który zmiękcza skórę i nadaje kosmetykowi konsystencję. Cetearyl Glucoside to emulgator, który umożliwia powstanie emulsji 'olej w wodzie'. Dokładnie taką emulsją jest to serum. 



Dalej w składzie znów pojawia się oliwa z oliwek (tym razem z plantacji niemonitorowanej) oraz jej niezmydlone frakcje olejowe czyli to, co najbardziej wartościowe (zawierają skwalen, fitosterole, glikolipidy). Uwodorniony olej (kokosowy lub palmowy) nadaje kremową konsystencję i stabilizuje - tak jak w margarynie. Stearynian Glicerolu to kolejny emulgator. Fitosterole sojowe oraz Beta Sitosterol wzmacniają naturalną warstwę lipidową naskórka. Witamina E działa wyłapuje wolne rodniki i spowalnia tym samym starzenie się komórek. Ekstrakt z ogórka koi i lekko ściąga skórę, rozjaśnia i daje uczucie odświeżenia, zawiera kwasy organiczne, witaminy i minerały. Gliceryna jest popularnym humektantem - zatrzymuje wodę w skórze. 

Skrobia kukurydziana i guma ksatanowa zagęszczają serum. Kwas cytrynowy i węglan sodu regulują pH, Sodium PCA zapobiera wysychaniu kosmetyku a alkohol benzylowy i kwas dehydraoctowy konserwują go. Olejki z galbanum, gorzkiej pomarańczy i rącznika tworzą kompozycje zapachową. 

Uff, sporo tego. 



Serum to jest dość specyficzne i ciężko będzie je polubić. Po pierwsze konsystencja wcale nie przypomina serum. Jest dość gęste, tępo się rozsmarowuje i długo wchłania. Bliżej mu do maseczki niż serum, które powinno szybko się wchłonąć i być dobrą bazą pod krem czy makijaż. Producent wręcz zaleca nałożenie grubszej warstwy - znów maseczka. Przy grubszej warstwie nie wchłania się do końca a na twarzy pozostawia wyczuwalny film. Nie lubię takich produktów, bo mam wrażenie, że zaraz się do mnie wszystko przylepi i pozapycha mi pory. 


Po drugie, olejki eteryczne zawarte w tym serum tworzą śmiercionośne kombo. Serum ma zapach będący połączeniem zmielonych kosiarką chwastów, liści pomidorów i mydła. Za pierwszym razem nie mogłam z nim wytrzymać na twarzy, później TROCHĘ się przyzwyczaiłam. 

Kosmetyk nakładam tylko na noc. Na dzień się nie nadaje, bo sprawia, że skóra twarzy się świeci. Pod makijaż też nie bardzo, podkład się warzy, ciapie i zostajemy z niezłym ciastem. Może gdybym dała mu więcej czasu byłoby dobrze. Ale zazwyczaj rano brakuje mi czasu na cokolwiek, wiec kosmetyk musi się błyskawicznie wchłaniać. 
Nie używam go codziennie, warstwę serum nakładam 3-4 razy w tygodniu. Stosuję go solo, bo nie potrzebuje już większego nawilżenia. To wystarcza. 

Rano moja skóra jest odpowiednio nawilżona a jednocześnie matowa. Cienka powłoczka produktu gdzieś znika. Mam również wrażenie, że skóra jest rozjaśniona, ma zdrowszy kolor, jest bardziej wypoczęta. Na pewno to zasługa dużej dawki likopenu i innych przeciwutleniaczy. 



Podsumowując, jeśli szukacie naturalnego serum, to nie polecam Wam tego produktu. Jednak, jeżeli interesuje Was mocno odżywiający krem - maseczka, to jak najbardziej polecam. Oczywiście o ile nie jesteście wrażliwe na zapachy. Bo 'serum' działa, ale nie do końca jest tym, czym powinno być. Plusem oczywiście jest certyfikat ECOCERT, mamy pewność, że kosmetyk jest naturalny. 

Nie kupie kolejnej tubki, bo z tą nieźle się wymęczyłam. 




Ava, Eco Garden, Certyfikowane organiczne serum energetyzujące z pomidorem i ogórkiem.

Cena - 24 zł za 30 ml. 

czwartek, 5 września 2013

Ulubieńcy lata - pielęgnacja i kolorówka '13

Komentarzy : 9
Taki post to niecodzienny widok na moim blogu. Nie jestem typem, który zbiera swoich ulubieńców. Prosty przykład, każcie mi wskazać ulubiony zespół - nie da rady. 
Jednak tego lata uzbierało się trochę produktów, po które sięgałam częściej. Może po części dlatego, że trochę posiedziałam tu, a trochę tam i moja kosmetyczka była dość ograniczona. Co najciekawsze, sporo jest w tych ulubieńcach kolorówki. 


Pielęgnacja 


Vichy Capital Soleil SPF 50 - matująca emulsja do skóry mieszanej i tłustej. 
Absolutny hit tego lata. Najlepszy filtr jaki miałam okazję używać. Przed zakupem wahałam się pomiędzy nim a matującym filtrem z La Roche Posay. Wybrałam ten, bo akurat był przeceniony. 
Filtr nie jest za rzadki, dość dobrze się go rozprowadza, przy bardziej płynnych produktach ciężko nałożyć na twarz 1 ml. Trzeba trochę uważać, aby grubsza, słabo rozprowadzona warstwa nie zaschła na twarzy, bo wtedy powstaną białe placki. Dobrze rozsmarowany nie bieli. Wysycha do kompletnego matu, twarz jest sucha i gładka. Współpracuje z podkładem i nie roluje się. No i najważniejsze, bardzo dobrze chroni przed promieniowaniem. Jestem blada, mimo, że lato było bardzo słoneczne a ja wiele godzin spędziłam na zewnątrz. Zakochałam się w tym filtrze <milionserduszek>. 


Bourjois - płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu.
Ten płyn znalazł się tu nieprzypadkowo. Latem częściej na moich powiekach goszczą kolorowe kreski i ciemniejsze odcienie cieni. Potrzebuje więc czegoś, co zmyje makijaż bez problemu. Ten płyn właśnie taki jest. Wystarczy namoczony wacik przycisnąć do oka na kilkanaście sekund a cienie i tusz schodzą bez problemu. Bez wyrwanych rzęs i bez zapłakanych oczu. Jedyne co zauważyłam, to wysuszenie skóry wokół oczy i samych powiek. 

Peelingi DIY - kawowy, cukrowy i solny.
To chyba najlepsze, co można zafundować skórze podczas mycia. Po pierwsze są tanie, po drugie świetnie złuszczają a po trzecie skóra jest tak nawilżona, że nie trzeba używać balsamu. 
Mój faworyt to peeling kawowy. Pięknie pachnie i pomaga walczyć z cellulitem. Niestety ma jedną wadę - brudzi wszystko dookoła. 
Peeling cukrowy nadaje się chyba tylko pod prysznic, bo dla mnie żadną przyjemnością jest kąpiel w wodzie z cukrem. 


Gillette Venus ProSkin MoistureRich - golarka 
Może to trochę dziwna rzecz w tym zestawieniu, ale wiele razy uratowała mnie tego lata. Moja skóra na nogach jest skłonna do podrażnień i przy goleniu zwykłą golarką następnego dnia mam wysyp czerwonych kropek. Wyglądają one okropnie, zwłaszcza, gdy chciałoby się założyć spodenki. Ta golarka goli bez wszystkich niespodzianek. Jest niestety dość droga, ale jednak latem trzeba zadbać o to, żeby nogi wyglądały ładnie. 


Makijaż 


Catrice, Sun Glow - matujący puder brązujący. 
To mój pierwszy bronzer ever. Do tej pory byłam zaznajomiona jedynie z różami. Ale od kiedy go mam, używam przy każdym makijażu, bo ten efekt smukłej, opalonej twarzy bardzo mi się podoba. Wygląda naturalnie, chociaż raz kombinując z konturowaniem zrobiłam sobie nim plamy. Mam ciemniejszy odcień a i tak nie jest on mocno napigmentowany. Trzeba trochę popracować, żeby był widoczny na mojej jasnej skórze. Nie jest pomarańczowy, ma więcej brązowego pigmentu. 


Inglot - cień do powiek nr 337.
Zastępca dla cienia z MUA, który okazał się bardzo niewydajny. Używam go głównie do podkreślania brwi. Czasem też nakładam na powieki. Lubię cienie z Inglota. Te matowe chyba bardziej. Są trwałe, wydajne (na zdjęciu jest on używany od 3 tygodni), nie osypują się a przy tym mają przystępną cenę. 


Avon - baza pod cienie do powiek.
Kupiłam ją za namową kuzynki. Płakałam jej, że wszystkie cienie na wszystkich bazach mi się rolują. Pokazała mi tą bazę. Użyłam jej. Cienie przestały mi się rolować. Ja przestałam płakać. Ma bardzo przyjemną konsystencję, takiego musu. Kolor wygląda bardzo naturalnie, mogłaby nawet udawać korektor. A co najważniejsze - trzyma cienie na miejscu. Mam bardzo tłuste powieki i rolowanie się cieni to moja zmora. Ta baza to pierwsza, która sprawia, że na powiekach nie pojawiają się nieestetyczne kreski. 


Sense&Body - pędzel do nakładania pudru. 
Mięciusieńki pędzel z Hebe. Po zakupie cały dzień smyrałam się nim po twarzy. Robię to dalej, ale już nie całymi dniami. Wykonanie pędzla jest bardzo estetyczne i staranne. Trzonek zdobi mały brylancik, który cieszy oko. Nie gubi włosia, dobrze leży w dłoni. 


Rimmel, Lasting Finish Lipstick by Kate Moss - nr 20. 
Usta najczęściej maluje dosyć mocno, więc kiedy zobaczyłam tę pomadkę w drogerii od razu wrzuciłam ją do koszyka. To był strzał w 10! Od tej pory stałyśmy się nierozłączne. Chodziłyśmy razem na uczelnię, imprezy a nawet jeździłyśmy na festiwale. Szminka znosiła to wszystko dobrze zdobiąc swym magnetowym kolorem me usta. Pewnego dnia mi zaginęła, ale znalazłam ją w swoim festiwalowym plecaczku. Niezła z niej imprezowiczka!


Rimmel, Lycra Pro - lakiery do paznokci nr 306 i 365. 
Kradziony ulubieniec, bo oba lakiery należą do mojej mamy. Mają bardzo nasycone kolory. Jedna warstwa wystarczy żeby dokładnie pokryć płytkę. Odcień nude wygląda lepiej przy dwóch warstwach. Trzymają się długo, w sprzyjających warunkach nawet do tygodnia. No i pędzelki mają mój ulubiony, gruby i płaski kształt. 
Chyba niestety zastąpiły je inne lakiery, bo ostatnio nie mogłam ich znaleźć w Rossmannie a chciałam kupić więcej kolorów. 

To koniec moich najulubieńszych produktów tego lata. Chciałam opisać też tych niekosmetycznych faworytów, ale dziś się nie zmieścili. Będą innym razem. 

wtorek, 3 września 2013

Moja opinia o L'biotica BIOVAX - serii do włosów blond

Komentarzy : 15
Jakiś czas temu otrzymała propozycję przetestowania produktów do włosów firmy L'biotica. Wybrałam serię BIOVAX do włosów blond bo byłam ciekawa jak sprawdzi się u mnie. 
Jestem w połowie zadowolona. Jeśli jesteście ciekawe dlaczego  zachęcam do przeczytania pełnej recenzji. 

SZAMPON 

Zacznę od tego mniej przyjemnego produktu. Producent szamponu obiecuje, że włosy zyskają rozświetlony, żywy kolor pozostając przy tym miękkie i gładkie. Ciężko mi się z tym wszystkim zgodzić, ale o tym później. 


Na początek przyjrzyjmy się składowi: 

Aqua, Sodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates Copolymer, Coco-Glucoside, Cocamide DEA, Cocamidopropylamine Oxide, Polyquaternium-22, Citrus Medica Limonum Peel Extract, Allantoin, Lawsonia Inermis Extract, Glycerin, Dicaprylyl Ether (and) Lauryl Alcohol, Trimethylsilylamodimethicone (and) C11-15 Pareth-5 (and) C11-15 Pareth-9, Styrene/Acrylates Copolymer (and) Coco-Glucoside, Parfum, Tetrasodium EDTA, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Methylisothiazolinone, Linalool, Potassium Sorbate, C.I.19140

Na pierwszy rzut oka wygląda on bardzo przyjemnie. Producent obiecuje, że nie zawiera silnych detergentów, parabenów i glikolu propylenowego co zgodne jest z prawdą. 
W szamponie L'biotica znajdziemy jedynie łagodnie detergenty - Sodium Cocoamphoacetate - pochodzi z kwasów tłuszczowych oleju kokosowego, nie wysusza włosów a nadaje im połysk i zmiękcza. Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside i Cocamide DEA również rozprawią się z brudem w łagodny sposób. 

Acrylates Copolymer działa filmotwórczo, czyli ułatwia rozczesywanie, nadaje również połysk i zmiękcza włosy. Cocamidopropylamine Oxide to antystatyk - zapobiega elektryzowaniu się włosów. Poza tym wykazuje właściwości myjące. Małe zastrzeżenia budzi Polyquaternium-22, jest to grupa substancji, które mogą nadbudowywać się na powierzchni włosa - sprawia to, że włosy dobrze się poczesują i są błyszczące. Jednak dłuższe nadbudowywanie osłabia włos i rozluźnia skręt loków. Większość pq wymaga detergentu do zmycia z włosa (niektóre nawet SLS). 


Szampon zawiera również ekstrakty roślinne. Cytryna (Citrus Medica Limonum Peel Extract) odpowiada za rozjaśnienie włosów oraz przymknięcie łusek. Henna (Lawsonia Inermis Extract) pielęgnuje włosy i sprawia, że są one bardziej lśniące. 
Alantoina (poch. syntetyczne) pielęgnuje skórę głowy, działa antybakteryjnie i przyspiesza gojenie się ran.  

Gliceryna (humektant) odpowiada za nawilżenie. Eter dikaprylowy i alkohol laurylowy to z kolei emolienty - zatrzymują wilgoć we włosie. 
Największe zło tego szamponu to Trimethylsilylamodimethicone, silikon który do usunięcia wymaga innego szamponu z SLSem. W innym przypadku pozostaje na włosach i nadbudowuje się. Następnie mamy tu mieszankę emulgatorów które nadają produktowi odpowiednią konsystencję, zapach, 'zmiękczacz wody', regulator pH, konserwanty i barwnik. 

Działanie/Moja opinia:

Jest to szampon dość specyficzny. Ma bardzo łagodny, ale jednocześnie oblepiający skład. Czuć to w konsystencji - lepi się on do dłoni, co dla mnie jest mało przyjemnym uczuciem. Nie ma szans na zmycie niektórych składników wymienionych w składzie. Czyli po umyciu włosów zostawia coś gratis. 
Jest też mało wydajny. Jestem przyzwyczajona do tego, że szampony bez SLS się nie pienią, ale ten przez gęstą, lepką konsystencję powoduje, że trzeba go użyć całkiem sporo. 
Mimo tych wad bardzo dobrze myje włosy i jest w stanie zmyć oleje. Włosy są po nim miękkie i puszyste. Skóra głowy nie ulega podrażnieniu. Nie zauważyłam, żeby mocniej się błyszczały. Kolor również pozostaje bez zmian. Stężenie ekstraktu z cytryny i czas, przez jaki ma kontakt z włosami jest zbyt krótki, aby rozjaśnić włosy. 

Nie kupię tego produktu, ale cieszę sie, że mogłam go przetestować. 

Cena/Pojemność: 17 zł/200 ml

MASECZKA

Z tego zestawu maseczka do włosów blond o wiele bardziej przypadła mi do gustu. Polubiłam się z nią. Ma bardzo przyjemny i prosty skład. Zadaniem maseczki jest regeneracja włosów, nawilżenie ich, zmiękczenie i wygładzenie. Ma również zadbać o kolor włosów. 


Skład (w analizie pomijam składniki występujące również w szamponie):

Aqua, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol (And) Ceteareth - 20, Cetrimonium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Acetylated Lanolin, Glycerin, Lawsonia Inermis Extract, Citrus Medica Limonum Peel Extract, Mel (Honey) Extract, Parfum, Linalool, Hexyl Cinnamal C.I. 19140, Benzyl Alcohol (And) Methylchloroisothiazolinone (And) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Potassium Sorbate

Maseczka ma typowo emolientowy skład, stanowią one jej bazę. Alkohol cetylowy i olej ze słodkich migdałów zmiękczają włosy i nawilżają je poprzez zatrzymywanie wilgoci wewnątrz. Acetylowana lanolina tworzy na włosie ochronną warstewkę, która zapobiega utracie wody przez włos. Dwie pominięte substancje to emulgatory, które powodują, że maska ma właśnie taką substancje - warstwa olejowa połączona jest z wodną. 
Zawarte są tu te same ekstrakty roślinne co w szamponie. Ostatnim wartościowym składnikiem jest miód. Jest humektantem i również działa nawilżająco. Miód rozjaśnia włosy i przyczynia się do pięknego blasku. Końcówkę składu stanowią konserwanty, regulatory pH i barwniki.




Działanie/Moja opinia:

Polubiłam ten produkt do tego stopnia, że była to najczęściej stosowana maseczka w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Jest dość gęsta, nie przecieka przez palce, co czyni ją bardzo wydajną. Ma lekko cytrusowy zapach, co dla mnie jest plusem. 
Sam skład również zachęca do zakupu. Moje włosy bardzo lubią olej ze słodkich migdałów i miód. Są po nich miękkie i odżywione. Tak też jest po zastosowaniu tej maski. 
Używałam jej na kilka sposobów. W klasyczny sposób na 20 minut pod czepkiem, po umyciu włosów sprawdza się najlepiej. Całkiem dobrze działa również nałożona przed myciem razem z ulubionym olejem do włosów. Gdy nałożymy ją tylko na chwilę włosy są miękkie i łatwiej się rozplątują. 
Nie przetłuszcza i nie obciąża włosów, są one sypkie i puszyste. Jednak nie zauważyłam, żeby robiła cokolwiek z kolorem włosów. 

Biovaxowa maseczka jest bardzo dobrym produktem i na pewno do niej wrócę. 

Cena/Pojemność: 17 zł / 250 ml 

Używałyście tych produktów? Co o nich sądzicie? 

środa, 29 maja 2013

EVELINE - bioHyaluron 4D 50+ - w walce ze zmarszczkami mimicznymi.

Komentarzy : 8

Wiem, że widzicie to 50+ na kosmetyku. Pewnie wiecie też, że jestem w wieku 20+. Ja jednak nie jestem fanką nadawania kosmetykom metek - to tylko dla facetów, to dla blondynek a tamto dla singielek. One mogą jedynie coś sugerować, nie narzucać. Dla mnie liczy się skład. A w składzie tego kremu nie znalazłam niczego, co nie mogłoby znaleźć się w kremie z kategorii 20+. 


Może najpierw wyjaśnię dlaczego go kupiłam. Otóż kilka miesięcy temu zobaczyłam na czole zmarszczkę. Pierwszą mimiczną zmarszczę przecinającą moje czoło. Po bliższych oględzinach kilka drobnych kreseczek znalazłam również w kącikach oczu. To przez ciągły śmiech, wtedy najczęściej mrużę oczy. Na szczęście już ich nie ma, ale napędziły mi niezłego stracha. 

Spodobał mi się skład oraz cena, dlatego pomyślałam, że spróbuję. Oczywiście nie była to jedyna rzecz której używałam ale o tym innym razem. 
Najpierw podchodziłam do niego ostrożnie, używając go raz w tygodniu. Jednak nie pozostawił na twarzy żadnych niespodzianek, więc przerzuciłam się na conocne stosowanie.  



Skład: Aqua/Water, Cetearyl Alcohol/Cetearyl-20, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Glycine Soya Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit*, Petrolatum/Cholesterol/Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Glycerin**, Propylene Glycol, Camellia Sinensil Leaf Extract, Cetyl Alcohol, Hyaluronic Acid, Titanium Dioxide, Dicaprylyl Carbonate, C12-15 Alkyl Benzoate, Water/Butylene Glycol/Laminaria Hyperborea Extract, Urea, Cyclopentasilioxane/Dimethicone Crosspolymer/Cyclohexsasilionaxe, Malus Domestica Fruit Cell Culture Extract, Panthenol, Calcium PCA,  Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Polysorbate 20/PEG-20 Glyceryl Laurate/Water/Tocopherol/Linoleic Acid/Retinyl Palmitate, Phenoxyethanol/Methylparaben/Butylparaben/Ethylparaben/Propylparaben, DMDM Hydantoin, Parfum.

Jak widać skład nie ma końca i sporo w nim zawiłości. Producent zastosował tu gotowe mieszanki składników (wszystko, co scala '/' zostało wrzucone jako jeden składnik) więc ciężko odgadnąć właściwe proporcje. 
Jeśli chodzi o emolienty, to w składzie znajdziemy olej sojowy, masło shea, wazelinę oraz kwas linolowy. Z humektantów pojawiają się takie składniki jak kwas hialuronowy, gliceryna, pantenol, mocznik oraz kompleks wapniowy (wapniowa sól kwasu L-pirolidonokarboksylowego) odbudowujący barierę ochronną naskórka. 
Warto również wspomnieć o ekstraktach roślinnych - z zielonej herbaty, który przede wszystkim ma działanie przeciwutleniające, z listownicy, glonu z klasy brunatnic działa ujędrniająco, wykorzystywany najczęściej w preparatach antycellulitowych. 

Tajemniczymi komórkami macierzystymi jest ekstrakt z kultury komórkowej jabłoni domowej.  Zaczęły one być stosowane z kosmetykach spowalniających starzenie i badania potwierdzają ich działanie. 

W składzie znajdziemy dwa filtry UVA/UVB - Ethylhexyl Methoxycinnamate (chemiczny) oraz Titanium Dioxide (mineralny). Oraz witaminy A i E. 

Krem ma składniki komedogenne - mogące zapychać pory. Zawiera również silikony i parabeny. 



Krem jest dość treściwy, ale szybko się wchłania. Pozostawia dość błyszczące wykończenie, więc na dzień sprawdzi się tylko przy cieniutkiej warstwie. Ja stosowałam go na noc, kładąc normalną warstwę kremu. 
Pachnie bardzo przyjemnie, można wyczuć delikatne, jabłkowe nuty.  



Na samym początku używałam go tylko 2 razy w tygodniu, w okolice oczu i na czoło. Jednak po kilku tygodniach zaczęłam używać go na całej twarzy. Dlaczego? Bo świetnie nawilża i nie zapycha mojej skóry. Stosuję go od jakiś 4 miesięcy, ale efekty pojawiły się po około 1,5 miesiąca. Skóra stała się wyraźnie nawilżona, napięta, gładka. Pierwsze zmarszczki mimiczne się wyprasowały i nie ma po nich śladu. Wcześniej były widoczne zwłaszcza po nałożeniu podkładu - te o matowym wykończeniu często podkreślają drobne zmarszczki i suche skórki. Teraz nic takiego się nie dzieje, nawet gdy pod podkład nie nałożę kremu nawilżającego. 

Nawet mój chłopak zauważył różnicę. Stwierdził, że ostatnio mam bardzo gładką buzię, aż chce się jej dotykać. To chyba dobre potwierdzenie. 


Ja jestem z tego kremu zadowolona. Ma on szansę sprawdzić się u osób z płytkimi zmarszczkami mimicznymi. Nie wiem jak w przypadku sugerowanego wieku czyli 50+, na moje oko jest on za słaby bo po 50tce zmarszczki stają się wyraźniejsze i w walce z nimi potrzeba silniejszego arsenału. 

Na krem powinny uważać osoby, która mają problem z zapychaniem porów. Skład jest przekombinowany i znajduje się w nim kilka potencjalnych zapychaczy. Jeśli do końca nie wiecie ca was zapycha i w jakim zestawieniu to na początek trzeba podchodzić do niego ostrożniej. 


Cena regularna to około 17 zł. 

wtorek, 14 maja 2013

MUA - pomadki w kolorach 11, 12, 15.

Komentarzy : 4
Znacie firmę MUA? Ja poznałam ją kilka miesięcy temu i od razu zrobiłam dość duże zamówienie. Bo kosmetyki mają tanie a i jakość nie jest najgorsza. Jakiś czas temu na blogu pojawiła się recenzja paletki z MUA. Dziś kolej na ich pomadki. 

Skusiłam się na 3 kolory. Oczywiście chciałam kupić więcej, ale zdrowy rozsądek wygrał. Odcień 11 jest dość neutralny i wpada w brąz, 15stka to jasny, brzoskwiniowy odcień idealny na lato. A 12stka to porażka tej firmy. Dlaczego? Otóż zawiera ogromne kawałki brokatu, których nie zauważyłam na stronie podczas zamawiania. Sam odcień różu jest bardzo ładny, ale brokat nadaje mu tani, kiczowaty wygląd. 

Pomadki dotarły do mnie zafoliowane, co oczywiście jest plusem, bo wiemy, że nikt do nich nie zaglądał i produkt jest sterylny. Samo opakowanie jest bardzo proste, czarne, ze srebrnymi elementami. Napisy jeszcze się nie wytarły, co również jest plusem. 
Spód opakowania jest wykręcany. Nie mam pojęcia, czy ma to spełniać jakąś funkcję, ale zawsze możemy znaleźć tam zapas pomadki, gdyby się nam skończyła. Albo ukryć jakiś skarb ;). 


Skład pomadki znajdziemy na odwrocie nalepki z kodem kreskowym. Nie pokuszę się o dokładną analizę, bo nie wiem jak powinien wyglądać prawidłowy skład pomadki do ust. 
Bazą pomadki są trójglicerydy, olej rycynowy, palmitynian etyloheksylu i wosk pszczeli. Odpowiadają one za konsystencję, nawilżenie, poślizg i połysk produktu, ułatwiają aplikacje i wiążą pozostałe substancje. Sam olej rycynowy stosowany regularnie może wysuszać, więc do kompletu przyda się nam balsam do ust. 
W dalszej części składu znajdziemy parafinę, składnik którego bardzo nie lubię ale w tego typu kosmetykach ostatecznie akceptuje. Niestety pomadka zawiera również BHT, substancję która niekorzystnie wpływa na nerki a w dużych stężeniach powoduje nowotwory, może również powodować różne reakcje skórne. 
Po kolejnej porcji substancji konsystencjotwórczych znajdujemy konserwanty (phenoxyethanol oraz ethylhexylglycerin) oraz substancje zapachowe będące potencjalnymi alergenami. Na samym końcu mamy barwniki.

Pomadka zawiera dość dużo składników, które mogą powodować zapychanie porów. Oczywiście samych ust nam nic nie zapcha, ale skóra wokół ust jest podatna na tworzenie się zaskórników. 


Odcień 11 - codzienny nudziak. 


Z tego odcienia jestem najbardziej zadowolona. Ma przyjemną, kremową konsystencję, nie podkreśla suchych skórek a kolor w pełni odpowiada temu w opakowaniu.  

Odcień 12 - brokat, disco i białe rękawiczki. 


Moja mina wyraża mój stosunek do tego odcienia. Nie i już. Brokat w pomadkach jest słaby. Ten w dodatku jest tak grubo zmielony, że pomadka jest chropowata. Zostaje na ustach i dookoła. Jestem na nie. 

Odcień 15 -  idealny na lato. 


Bardzo jasny odcień, coś pomiędzy różem a brzoskwinią. Dziewczęcy i bardzo letni. Niestety podkreśla suche skórki i nadaje się tylko na wypielęgnowane usta. 

Podsumowując, za niską cenę dostajemy całkiem przyjemne pomadki (te kremowe) o kiepskim składzie. Nie przyczyniają się do wysuszenia ust, ale lepiej nałożyć pod nie cieniutką warstewkę balsamu. Zapach jest delikatny, słodkawy, może lekko budyniowy.  
Tych z brokatem nie warto kupować, bo są naprawdę fatalne. Nie wiem które odcienie zawierają brokat, więc warto bliżej przyjrzeć się im w internecie. 

piątek, 26 kwietnia 2013

Alterra, pielęgnujące kapsułki z orchideą bez orchidei.

Komentarzy : 14

Sugerując się sympatią, jaką darzę firmę Alterra postanowiłam wypróbować te kapsułki. Co prawda miałam zamiar kupić kapsułki innej firmy, ale w SuperPharmie są zawsze większe kolejki. 

Oczywiście napis 'Anti-Age' nie zrobił na mnie większego wrażenia, bo po szybkim zerknięciu na skład na pewno nie będą one spełniać wymagań skóry dojrzałej. Mi były one potrzebne na zimowe przesuszenie skóry. 25 stopni Celsjusza w pokoju zrobiło swoje. 


Kapsułki w regularnej cenie kosztują 6,99 zł a w opakowaniu jest ich 7. W jednej znajduje się 0,38 ml produktu, co wystarcza na pokrycie twarzy oraz szyi. 
Mimo wszystko 7 zł za 2,66 ml olejku (z odrobiną ekstraktu z wanilii) to dużo. Porównując cenę z ceną najdroższego olejku z składzie (z dzikiej róży), za 2,66 ml zapłacilibyśmy ok 1,2 zł. Dodając pozostałe składniki cena spada poniżej złotówki. 

Skład:


Produkt ma bardzo prosty skład i zawiera głównie naturalne olejki. Dodatek stanowią witamina E i ekstrakt z wanilii. Producent pisze również o orchidei, jednakże w składzie jej brak. Być może kapsułki z orchideą to kapsułki ze zdjęciem orchidei. 

Wracając do składników, które faktycznie kapsułki zawierają:
  • olej ze słodkich migdałów - bardzo lekki olej, szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką i miękką. Zawiera kwas oleinowy, linolowy palmitynowy i witaminy: A, B1, B2, B6, D i E. W skali komedogenności otrzymał oceną 2 (od 0 do 5)
  • olej jojoba - jego budowa zbliżona jest do ludzkiego sebum, dzięki czemu wykazuje zgodność biologiczną ze skórą. Bardzo szybko się wchłania. Zawiera  palmitynian cetylu ( natłuszczający i odżywczy, zbliżonych do oleju wielorybiego), skwalen (występuje w naturalnym płaszczu tłuszczowym skóry, chroni przed utratą wody), alkohole alifatyczne, fitosterole,oraz witaminę F
  • witamina E - naturalny konserwant, ponadto jest naturalnym przeciwutleniaczem i wzmacnia ściany naczyń krwionośnych. 
  • olej z dzikiej róży - polecany dla cery dojrzałej, gdyż spowalnia procesy starzenia, redukuje drobne zmarszczki, blizny oraz przyspiesza odbudowę skóry. Zawiera duże ilości witaminy C, która jest sprzymierzeńcem w walce z wolnymi rodnikami oraz kwasy tłuszczowe: linolowy i linolenowy. 
  • ekstrakt z wanilii - ma właściwości nawilżające i zmiękczające, zapobiega wysuszaniu skóry. Występuję najczęściej jako składnik kosmetyków relaksujących. 
  • olej rycynowy - natłuszcza i chroni skórę, zapobiega utracie wilgoci z naskórka. Zawiera głównie kwas rycynolowy. 

Skład kosmetyku wygląda bardzo obiecująco. Oczywiście najbogatszy olej - z dzikiej róży występuje jako czwarty składnik, więc jego stężenie jest dość niskie i nie ma szansy wykazać się w 100%. Dlatego lepiej zainwestować w czysty olejek różany. 


Nie wiem o co chodzi producentowi z tym wyciągiem z orchidei. Przecież w składzie jest wanilia a nie orchidea. Produkt ten może stanowić jedynie dodatek w pielęgnacji cery dojrzałej, na pewno nie można się na nim opierać, bo nie zredukuje on zmarszczek a jedynie pomoże utrzymać nawilżenie. 

Nie mam problemu ze zmarszczkami. Może gdy przyjrzę się kącikom moich oczu zobaczę delikatne, niewyraźnie kreseczki spowodowane częstym śmianiem. Kupiłam te kapsułki, bo moja skóra pod koniec zimy zaczęła już szaleć z braku nawilżenia. Potrzebowałam czegoś, co pomoże mi utrzymać wilgoć w naskórku. Produkt ten stosowałam 2 razy w tygodniu, na noc. Nie nadaje się on na dzień, bo pozostawia tłusty film. W moim przypadku wchłaniał się on do godziny, ale nie musi być to regułą. Zawartość kapsułki można mieszać z kremem na noc lub nakładać solo. Dobrze, żeby przed tym twarz była zwilżona hydrolatem lub tonikiem. Rano budzimy się z mięciutką i promienną buzią.


 Olejek ma wyczuwalny, słodkawy zapach i żółtawy kolor. Jedna kapsułka spokojnie wystarcza na twarz i dekolt. 


Podsumowując, za 7 zł (w promocji okolice 5) dostajemy 2,5 ml fajnych olejków. Sprawdza się już przy stosowaniu 2 razy w tygodniu, więc wystarczy na 3,5 tygodnia. 
Mimo wszystko o wiele bardziej opłaca się kupić 100% olej dostosowany do naszych potrzeb. Wyjdzie taniej i starczy na dłużej. 
Ta opcja może sprawdzić się na wyjazdach, gdy nie chcemy wozić ze sobą kilku małych buteleczek. 



Instagram

Obserwatorzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.

- Copyright © OjKarola.pl - blog lifestylowy -